MOK

Wystawa "88 dni w podróży po Syberii"

obrazek

Galeria Fotografii Fokus, ul. Pułaskiego 7
Wystawa czynna do 11 lutego 2022 r. od poniedziałku do piątku w godz. 11:00-17:00.

Urodziłem się w 1974 roku. Mieszkam w Kobylnicy nad Wisłą. Fotografia towarzyszy mi nieprzerwanie od ponad 25 lat. Dolina Środkowej Wisły kusiła pięknem odkąd sięgam pamięcią, to jej poświęciłem znaczną część swojej twórczości. Ukierunkowany na przyrodę zlekceważyłem zmiany jakie zachodziły w krajobrazie kulturowym polskiej wsi, z którym jestem silnie związany. Przez ostatnie kilka lat realizowałem cykl „Portret Świata Pożegnalny”. To próba zamknięcia w kadrze tego, co jeszcze zostało. Jednak podróże po kraju pokazują, że ten prosty świat skończył się u nas na dobre. Pustka tym spowodowana kierowała moje kroki coraz dalej na wschód, na Ukrainę, do Rosji, gdzie proces ten, głównie z przyczyn materialnych został znacznie spowolniony. Podsumowaniem jednej z tych wypraw jest prezentowana wystawa.
Maciej Pawelec

88 dni w podróży po Syberii. Samolotem, koleją, autem, na rowerze i pieszo. Wyruszyłem w lutym 2018 roku, wiedziony przygasłym marzeniem z dzieciństwa – Jeziorem Bajkał – pobudzonym na nowo w pewien marcowy wieczór na spotkaniu z podróżnikiem Romualdem Koperskim. Wtedy to też po raz pierwszy usłyszałem o wiosce Wierszyna, założonej przez dobrowolnych osiedleńców z Polski na początku dwudziestego wieku. Bardzo chciałem tam trafić, i udało się, a pobyt w niej był najdłuższym przystankiem, trwającym miesiąc. Droga pokazała, że takich miejscowości jest więcej, jak choćby swojsko brzmiący Białystok.

Z nieocenioną pomocą na wielu etapach podróży przyszli mi katoliccy księża z ojczyzny, sprawujący swoją posługę w tych dalekich stronach. Zapewnili dach nad głową, strawę i możliwość udziału w odwiedzinach parafian, mieszkających nierzadko w promieniu kilkuset kilometrów. Mogłem wniknąć w ważne miejsca i przestrzenie, wcześniej niedostępne, nie tylko z braku auta.

Bajkał, przy wielu zmianach planów, był i pozostał celem – nagrodą. Ostatnim etapem mojej syberyjskiej włóczęgi był pobyt na wyspie Olchon, największej na jeziorze. Krajobrazy zatykające dech w piersi, zwalające z nóg piesze i rowerowe wyprawy. Zachowywałem się jak dziecko głodu, ale takiego wizualnego. Jak najwięcej zobaczyć, sfotografować, żeby wystarczyło na dłużej, nie uwierało pustką od środka.